Lirene peeling enzymatyczny z algą morską – czy to działa?

0
673

Cześć,
I mamy po świętach. Minęły niesamowicie szybko, ale… tak się dzieje zawsze. Jednak nie o tym ma być dzisiejszy wpis. Muszę przyznać, że do peelingów enzymatycznych podchodziłam zawsze jak pies do jeża. Nie wierzyłam w ich działanie, bo jak to, coś kremowego, bez drobinek ma złuszczać suchy naskórek? Do tej pory moimi ulubionymi były peelingi korundowe. W listopadzie jednak w moje ręce trafił peeling enzymatyczny Lirene. To był mój pierwszy kosmetyk tego typu i postanowiłam jednak wypróbować.

Czym się wyróżnia

Pierwsze co odróżnia peeling enzymatyczny Lirene od innych znanych mi kosmetyków peelingujących to konsystencja. Jest bardzo delikatna i gładka. Lekko żelowa, ale nie jest przezroczysta, to raczej taki mocno rozbielony różowy. Nie ma żadnych drobinek w środku. Bardzo dobrze rozprowadza się po skórze, warstwa którą pozostawia jest praktycznie niewidoczna.
Konsystencja jest odpowiednio dopasowana do opakowania. Jest to niewielka tubka zawierająca 75 ml produktu, który należy zużyć w przeciągu 12 miesięcy od pierwszego otwarcia. Myślę, że jest to jak najbardziej wykonalne. Całość otrzymana w przyjemnej, różowej kolorystyce. Z tyłu opakowania znajdują się obietnice producent, informacje o sposobie stosowania oraz skład.

Peeling enzymatyczny Lirene pachnie bardzo delikatnie i przyjemnie. Kojarzy mi się po prostu z czystością. Nie jest to jakiś typowo naturalny zapach, jednak podejrzewam, że większość z Was by go polubiła lub nawet nie zwróciła na niego uwagi. Wydajność oceniam bardzo dobrze. Po peeling chwytam 1-2 razy w tygodniu. Nakładam dość cienką warstwę na twarz. Ciężko określić ile produktu zużyłam, ponieważ opakowanie nie jest przezroczyste, jednak „na wagę” czuję, że go nadal jest więcej niż mniej.

Jak go używać?

Jak wspomniałam, nigdy nie wierzyłam w działanie peelingów enzymatycznych. Dlatego miło się zaskoczyłam tym produktem, bo jednak to działa. Peeling nakładam na twarz, zostawiam na niej na 5-10 minut a następnie zmywam. Używam do tego najpierw wody a potem poprawiam pianką do mycia twarzy (także Lirene:) ponieważ peeling ma w składzie parafinę, której nie chcę pozostawiać na buzi. Po takim zabiegu moja twarz jest gładka i miła w dotyku. Suche skórki, które zawsze były moją zmorą już mnie nie dotyczą. Rzadko to robię, ale muszę się zgodzić z obietnicami producenta w pełni. Delikatne złuszczenie bez tarcia i podrażnień? Jest! Usunięcie martwego naskórka i wygładzenie? Jest! Nawilżenie i przywrócenie komfortu skóry? Też muszę powiedzieć, że jest. Nawet jeśli sam peeling nie nawilża twarzy jakoś mocno, tak świetnie przygotowuje cerę do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here